Cień Kamila Sammler fot. Sergiusz Sachno

Cień (2017)

monodram na podstawie: CIENIE. EURYDYKA MÓWI:
Elfriede JELINEK

 

opracowanie i realizacja  Kamila SAMMLER

 

przekład  Karolina BIKONT
wizualizacja  Sergiusz SACHNO
muzyka i dźwięk  Eryk KOTYS

 

KAMILA SAMMLER rola Eurydyka

w Cieniu  Grażyna WALASEK i Ireneusz CZOP

 

 

 

CIEŃ

autorski monodram Kamili Sammler jest opowieścią o przejściu
aktorka odważa się na rozmowę o granicach
wraz z Elfriede Jelinek wyznacza je i komentuje
Kamila Sammler na naszych oczach przekracza granicę pomiędzy światłem i ciemnością, pomiędzy teraźniejszością i przeszłością, kobietą i mężczyzną, żywym i martwym
w tej metaforycznej podróży pełno jest bólu i nadziei ale również odpowiedzialności
i determinacji
w tej podróży Kamila Sammler nie jest sama
towarzyszą jej dźwięki i obrazy, głosy i cienie
otaczają ją fotografie
zdjęcia, które dla Kamili Sammler są ważnym partnerem jej artystycznego życia,
fotografie cieni – właśnie
monodram Kamili Sammler to intymna opowieść opowiedziana dla nas i w naszym imieniu

 

premiera na MAŁEJ SCENIE Teatru im Stefana Jaracza w Łodzi 13 maja 2017 roku

 

projekt plakatu Ryszard KAJA
fotografie ze spektaklu  Sergiusz SACHNO
(źródło: archiwum Teatru Jaracza)

Kontrowersyjna noblistka nie opowiada o łatwych relacjach, nie daje recept. Te jej dręczące przymiarki do bycia wśród ludzi, relacji z bliskimi Kamila Sammler zamyka w swojej metaforycznej, ekspresyjnej opowieści. Warto zmierzyć się z wieloznacznością tego, co Eurydyka mówi (…).

(Renata Sas, Express Ilustrowany– źródło: Teatr Jaracza)

Sammler oddaje Eurydyce, niegdyś pięknej nimfie, swoją cielesność, i to jest pierwszy poziom konfrontacji ze stereotypem nimfy jako zasługującej na poświęcenie się dla niej, bo pięknej. Poziom drugi, ważniejszy, to dokonywana przez Sammler-Eurydykę szczególna wiwisekcja – przechodzi ona kolejne wewnętrzne metamorfozy i rozliczenia, w których odsłania (jakkolwiek banalnie to brzmi, ale na scenie takie nie jest) wewnętrzną wrażliwość jako piękno trwalsze od cielesnego.(…)

(Łukasz Kaczyński, Kalejdoskop– źródło: Teatr Jaracza)

Cień Kamila Sammler fot. Sergiusz Sachno

(…) Zintegrowanie twórczych działań pozateatralnych z talentem aktorskim dało przedstawienie o wieloznacznym tytule „CIEŃ”.

Eurydyka wykreowana przez Kamilę Sammler jest kobietą zyskującą samoświadomość. Początkowo nie rozumiejąca, co ją spotkało i gdzie się znajduje, z każdą chwilą coraz lepiej odnajduje się w krainie cieni. Otaczający ją półmrok i cisza pozwalają stworzyć nowy obraz samej siebie. Aktorka opowiada historię postaci za pomocą gestów i słów, wykorzystując dodatkowo nagrania z taśm magnetycznych odtwarzane na magnetofonie szpulowym. Zarejestrowane głosy stają się scenicznymi partnerami artystki, momentami wyznaczającymi rytm spektaklu. Zdjęcia cieni wykonane przez Kamilę Sammler, wyświetlane za aktorką, stanowią tło prezentowanej historii. Kontrast pomiędzy światłem a mrokiem, pomiędzy trójwymiarowymi przedmiotami a płaskimi cieniami jest integralną częścią tego spektaklu.(…)

Aktorka w trakcie ponad godzinnego monodramu prezentuje całe spektrum stanów emocjonalnych odczuwanych przez bohaterkę. (…)

Autorski monodram Kamili Sammler to przedstawienie przepełnione tajemnicą, opierające się w znacznym stopniu na artystycznych, pozateatralnych zainteresowaniach aktorki. Nie jest to spektakl z gatunku „łatwych i przyjemnych”. Zmusza widzów do pogłębionej refleksji na wiele tematów. Równie dobrze opowiedzianą przez artystkę historię należy traktować jako analizę relacji międzyludzkich, niejednokrotnie sprowadzających się do traktowania drugiej osoby w kategoriach przedmiotu. Eurydyka wydostając się ze strefy wpływów Orfeusza, dostrzegła samą siebie. Widzowie decydujący się na obejrzenie spektaklu „CIEŃ” w Teatrze Jaracza mają szansę na równie interesujące odkrycia.

(Agata Białecka Cieniem będąc wśród cieni, Dziennik Teatralny Łódź 10 listopada 2017- źródło: Teatr Jaracza)

Rozlicza się Pani za pomocą tekstu, warstwy wizualnej – zdjęciowej i akustycznej – nagrania śpiewu, głosów dziecięcych i wielu różnorodnych dźwięków, które przenoszą nas w różne przestrzenie również czasu, ze swoim życiem kobiety i artystki. Odbiór spektaklu wymaga skupienia, ale jego przesłanie dotyczące zmagań psychicznych z własnymi ograniczeniami, ciałem, chorobą, ostatecznością śmierci pozwala zachować nadzieję, jaką jest intelekt, który podąża za doświadczeniami, analizując je integruje ze światem intymnych przeżyć. Bohaterka podąża za swoim Orfeuszem jak cień, a łącząc się z tym co nieświadome zarazem wyzwala od niego. Droga ku śmierci jest zarazem procesem rozwoju i szukaniem przejścia na drugą stronę tajemnicy. Pani bogactwo środków aktorskich, osobowość sceniczna i komunikatywność przykuwają uwagę i każą chłonąć wszystko, co się dzieje przed nami jak seans hipnotyczny. Odczuwałam wielką przyjemność intymnej rozmowy, prowadzonej przez Panią w sposób niezwykle delikatny, ściszony, a zarazem dynamiczny.

(Elżbieta Manthey- szefowa Agencji Dramatu i Teatru ADiT; absolwentka kulturoznawstwa, specjalizacji teatrologicznej, Uniwersytetu Wrocławskiego – słowo po premierze – z archiwum autorki)

Cień, plakat / projekt plakatu Ryszard KAJA

Express- Magazyn 22 maja 2015 r.

ROZMOWA TYGODNIA

BOHDAN GADOMSKI

Aktorka Teatru im. S. Jaracza w Łodzi znana z wielu świetnych ról, także z seriali i filmów (w tym francuskiego i duńskiego) stała się cenionym fotografikiem i zaprezentowała w łódzkim Teatrze Wielkim wystawę swoich najnowszych fotografii ,,jaCień”.

MÓJ CIEŃ

Gratuluję wspaniałego wernisażu. Czy Sala Kameralna łódzkiego Teatru Wielkiego to dobre miejsce do ekspozycji fotografii artystycznej?

– Wystawa w teatrze to możliwość spotkania się z widzem każdego wieczoru. Cieszę się, że ekspozycja bardzo się podobała i to w mieście, w którym od lat pracuję i spotykam się z łódzką publicznością. Wystawa „jaCień” miała premierę w Starej Galerii Związku Polskich Artystów Fotografików w Warszawie. Była prezentowana już w kilku miastach Polski i ciągle napływają nowe zaproszenia. We wrześniu będzie pokazywana w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie.

Do jakiego odbiorcy kieruje pani swoje prace?

– Szczególnie trafnie moje fotografie są czytane przez moich rówieśników. Chętnie rozmawia o nich młodzież. Cień jako nasze drugie ja niesie wiele sensów. Każdy wrażliwy widz dostrzega w moich fotografiach wiele znaczeń.

Dlaczego opatrzyła pani ekspozycję tytułem „jaCień”?

– Fotografia jest uzupełnieniem mojej aktorskiej pracy. To inny rodzaj artystycznej ekspresji. Każde zdjęcie to zatrzymana w kadrze chwila. Fotografia pozwala wyrazić mój stosunek do świata, nietrwałości materii, ulotności czasu. Na wszystkich zdjęciach jest widoczny mój własny cień, który kładzie się na różne struktury i powierzchnie. Nazywam go cieniem uwolnionym. Dla mnie ma on znaczenie bardzo osobiste, emocjonalne. Dominują kolory ziemi, natury: sepia, zieleń, brąz, złocienie, Widzowie mówią mi, że zdjęcia są bardzo malarskie. Cień to poza wszelkimi filozoficznymi, literackimi czy psychologicznymi sensami TAJEMNICA, a zdjęcie, jak mawiała Diane Arbus, jest tajemnicą tajemnicy.

Jest to rodzaj autoportretów?

– Tak. To też fragment autobiografii. Na przestrzeni dwóch lat byłam skupiona na własnym cieniu. Opętana nim. Przyglądałam się własnemu cieniowi, tropiłam ten cień, uciekałam przed nim, aż go uwolniłam.

Te fotografie zaświadczają o sile inscenizacji, którą karmi się teatr. Do jakiego stopnia?

– Jako autorka funkcjonuję w pewnej wykreowanej przestrzeni i scenografii. Inscenizacja jest kreacją. W fotografii interesuje mnie nie tyle rejestrowanie świata, co właśnie świadoma kreacja. Inność wydobyta przez światło. Budowanie zdarzenia w kadrze, któremu staram się nadać swój własny sens.

Grała pani w trzech teatrach. W którym spełniła się najpełniej?

– W swoim życiu grałam wielkie role, miałam szczęście do wspaniałych reżyserów: w Kaliszu Rachelę w ,,Weselu”; we wrocławskim Teatrze Polskim Lucyllę w „Śmierci Dantona”, Madame de Tourvel w „Niebezpiecznych związkach”, Kunegundę w ,,Kandydzie”, Annę Pietrowną w „Iwanowie”. Wielkie role szekspirowskie: Jessicę w ,,Kupcu weneckim” we Wrocławiu czy Hermionę w ,,Opowieści zimowej” w łódzkim Teatrze Jaracza, z którym jestem związana najdłużej. W Łodzi zagrałam też wiele innych ważnych ról, jak Dziewica- Ewa w ,,Dziadach”. Nastazja w „Idiocie”, hrabina Saint Font w ,,Madame de Sade”, Melisa Gardner w ,,Listach miłosnych” czy szalona Cruella de Mon w,,101 dalmatyńczykach”. Każdy teatr to inny, interesujący czas w moim artystycznym życiu.

Dlaczego ostatnio mało oglądamy panią w tym teatrze?

– Jestem bardzo pochłonięta fotografią, ale jednocześnie zawsze gotowa podjąć ciekawe wyzwania aktorskie.

Jakie były pani ostatnie role?

– Ostatnio zagrałam rolę wielkiej gwiazdy filmowej w sztuce „Produkt” oraz Hekate w ,,Makbecie” Szekspira. Gram też rolę śpiewającej aktorki w znakomitej angielskiej komedii z piosenkami „Showbizz”. Jestem jednocześnie producentką tego przedstawienia. Grałam ją w Łodzi, ale pokazujemy ją też w innych miastach. W tej komedii muzycznej gra też mój mąż Ryszard Kotys.

Ryszard Kotys jest bardzo popularnym aktorem, szczególnie znanym z sitcomu ,,Świat według Kiepskich”, w którym gra Paździocha. Czy nie czuje pani kompleksów jako aktorka, mając u boku tak rozpoznawalnego męża?

– Sukces mojego męża może mnie tylko cieszyć. Idę własną drogą. Ciągle podejmuję nowe artystyczne wyzwania. Fotografia jest tego przykładem.

Jakie wspomnienia pozostawiła po sobie rola producentki ,,Showbizz”?

– Jest to najtrudniejsza rola w moim życiu. Czasy dla teatrów i producentów są bardzo trudne. Trzeba sprostać wielu wyzwaniom. Podjęłam się czegoś, co jest jednocześnie komercyjne i ambitne. Była to ryzykowna inwestycja, ale w życiu trzeba ryzykować, więc nie żałuję, że się tego zadania podjęłam.

Jako aktorka jest pani usatysfakcjonowana?

– Aktorzy zawsze mają większe oczekiwania od tego, co życie im przynosi, dlatego podejmuję ciągle nowe wyzwania. Jeszcze wszystko przede mną. Teatr jest ulotny. Fotografia pozwala pozostawić własny ślad, choćby w postaci cienia.

Cień Kamila Sammler fot. Sergiusz Sachno
Cień Kamila Sammler fot. Sergiusz Sachno

Moje drugie ja

Tygodnik Angora nr 25 18 czerwca 2017 roku

Bohdan Gadomski

– Postanowiłam połączyć fotografię i teatr w jedno przedsięwzięcie, którym jest mój monodram Cień według Cienie. Eurydyka mówi Elfriede Jelinek – rozmowa z Kamilą Sammler, aktorką i fotografikiem. Absolwentka Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie, obecnie w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Znana z wielu świetnych ról na scenach w Kaliszu, Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie, także z seriali i filmów kinowych, w tym francuskiego i duńskiego. Jest także podróżniczką, scenografką i producentką teatralną, uczy aktorstwa, ale przede wszystkim jest cenionym artystą fotografikiem. Na koncie ma kilkanaście wystaw, jej prace są pokazywane w całym kraju. Ostatnia wystawa jaCień m.in. w Teatrze Wielkim w Łodzi, w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie i w Katowicach w Galeriach Miasta Ogrodów. W kończącym się sezonie teatralnym na Małej Scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi zaprezentowała monodram „Cień” [na zdjęciu] według Elfriede Jelinek, który sama znakomicie zrealizowała. Jest żoną Ryszarda Kotysa, popularnego aktora, znanego z roli Paździocha w sitcomie Świat według Kiepskich.

– Jest pani dużo młodsza od swojego męża Ryszarda Kotysa Paździocha. Jak to się odbija na waszych relacjach?

Już od momentu, kiedy stałam się dojrzałą dziewczynką, miałam skłonności do jeszcze bardziej dojrzałych mężczyzn. Niedojrzali chłopcy mnie nie interesowali, wręcz nudzili. Z czasem ta skłonność się pogłębiała. Ryszard jest bardzo dojrzałym człowiekiem, jednak zawsze młody duchem, młodszym od niejednego naprawdę młodego.

– Czytałem, że syn Ryszarda Kotysa z pierwszego małżeństwa jest starszy od pani…

Nie musiałam tego czytać w Internecie, ponieważ wiem to od zawsze. Z Piotrem mamy przyjacielskie relacje, może również dlatego, że jesteśmy w podobnym wieku.

– Taka duża różnica wieku nie ma znaczenia w małżeństwie?

Małżeństwo jest także przyjaźnią. Łatwiej się przyjaźnić z dojrzałym mężczyzną.

– Jak się poznaliście?

Na festiwalu klasyki teatralnej w Opolu, gdzie grałam Rachelę w Weselu w reżyserii Romany Próchnickiej. Tam zostaliśmy sobie przedstawieni przez dyrektora Bogdana Hussakowskiego. Potem graliśmy, za jego dyrekcji, w tym samym Teatrze im. S. Jaracza w Łodzi.

– Jest pani nie tylko aktorką, ale zapaloną podróżniczką.

Podróże to dla mnie relaks, odpoczynek, przygoda. Z podróży wracam z mnóstwem nowych wrażeń, nowymi pomysłami fotograficznymi, ciekawymi zdjęciami. Niebawem planuję kolejny rejs po Morzu Śródziemnym.

– Gdzie była pani do tej pory?

W Indiach, na wyspach Zielonego Przylądka, na Kostaryce, w Panamie, na Bali, w Emiratach Arabskich, w Omanie, Izraelu, w Republice Południowej Afryki, krajach skandynawskich, Szwecji, Finlandii, na Litwie, Estonii. Zjeździłam całą Europę, a żeglując, wszystkie kraje śródziemnomorskie łącznie z Albanią i Czarnogórą. Oj, długo musiałabym wymieniać.

– Podróże są zapewne związane z pani inną pasją – fotografią artystyczną.

Interesuję się fotografią kreacyjną. Inne miejsca, inne światło bardzo inspirują. Są też związane z jeszcze inną profesją, czyli dziennikarstwem. Był czas, że pisałam do pism podróżniczych. Jestem między innymi autorką cyklu Stąd jestem o emocjonalnych związkach znanych, zaprzyjaźnionych ze mną osób z jakimś szczególnym dla nich miejscem na ziemi.

– Pani intrygujące obrazy można zobaczyć na wielu wystawach. Do jakiego kręgu odbiorców są skierowane?

Ten krąg odbiorców jest bardzo szeroki. Wydaje mi się, że są dobrze rozumiane przez odbiorców w moim wieku. Widzę też, że na moje wystawy przychodzą również ludzie młodzi. Tematy, które poruszają podczas rozmów na wernisażach, świadczą o tym, że moja fotografia do nich przemawia. Fotografia nie ma wieku i nie ma granic.

– Każdy wrażliwy widz dostrzega w pani fotografiach wiele znaczeń. Jakich?

Odwołam się do jednego z moich projektów – jaCień. Cień jest mitycznym początkiem powstania sztuki. Cień kochanka obrysowany przez kochankę, a potem oblepiony gliną jest początkiem malarstwa i rzeźby. Cień miał ogromne znaczenie w filmie ekspresjonistycznym, w poezji, w literaturze, w fotografii, w malarstwie, również w psychoanalizie. Cień ma znaczenie symboliczne. To nasze drugie ja. Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, kim jesteśmy, zagradzając drogę światłu.

– Do jakiego stopnia fotografia zawładnęła panią?

Jest dla mnie jeszcze jednym sposobem artystycznej ekspresji. W związku z tym wszystko, co obserwuję, co przeżywam, odciska swoje piętno również w fotografii.

– Jest ona dzisiaj równorzędna czy raczej uzupełnieniem pani pracy aktorskiej?

Jest absolutnie równorzędna. Do tego stopnia, że postanowiłam połączyć fotografię i teatr w jedno przedsięwzięcie, którym jest mój monodram Cień według Cienie. Eurydyka mówi Elfriede Jelinek. Miał on swoją premierę 13 maja br. w łódzkim Teatrze im. Jaracza. Trzynastka jest dla mnie szczęśliwą liczbą.

Cień Kamila Sammler fot. Sergiusz Sachno

– Byłem, widziałem, podziwiałem. Domyślam się, że fotografia tak jak teatr pozwala pani wyrażać stosunek do świata. Jaki on jest?

Fotografia tak jak teatr interpretuje świat, wyraża myśli i emocje, uświadamia nietrwałość materii, ulotność chwili. Wydaje mi się, że w uprawianych sztukach poszukujemy naszego drugiego ja. Tego, co skrzętnie skrywane. Na co dzień jestem optymistką, osobą pogodną. Jako typowa Waga bardzo długo wszystko ważę, analizuję, mam problemy z podejmowaniem decyzji. W sztuce mam mniej dylematów. Prowadzi mnie intuicja. Poszukuję w niej tego, co mroczne, co skrywane, co jest tajemnicą.

– Pani zdjęcia są bardzo malarskie…

Bardzo trafna ocena i pokrywa się z oceną malarzy, którzy lubią moje zdjęcia. O fotografikach mówi się, że są niezrealizowanymi malarzami.

– Jest pani przede wszystkim aktorką. W teatrze grała pani wielkie czy małe role?

W swoim życiu grałam wielkie i małe role. Wszystkie są dla mnie ważne. Miałam szczęście do wspaniałych reżyserów i ciekawych ról. W Kaliszu grałam Rachelę w Weselu, we wrocławskim Teatrze Polskim Lucyllę w Śmierci Dantona, Mme de Tourvel w Niebezpiecznych związkach, Kunegundę w Kandydzie Woltera, Annę Pietrowną w Iwanowie Czechowa. Wielkie role szekspirowskie: Jessicę w Kupcu weneckim we Wrocławiu czy Hermionę w Opowieści zimowej w łódzkim Teatrze Jaracza, z którym jestem związana najdłużej. W Łodzi zagrałam też wiele innych ważnych ról, jak Dziewica Ewa w Dziadach, Maria w Woyzecku, Nastazja w Idiocie Hrabina Saint-Fond w Madame de Sade, Melisa Gardner w przedstawieniu Listy miłosne czy szalona Cruella de Mon w 101 dalmatyńczyków. Ostatnio zagrałam też rolę wielkiej gwiazdy filmowej w sztuce Produkt oraz Hekate w Makbecie Szekspira, a także rolę śpiewającej aktorki w znakomitej angielskiej komedii z piosenkami Showbizz.

– A teraz?

Teraz buduję wspólnotę w Śmierć siedzi na gruszy i się nie ruszy i gram w autorskim przedstawieniu Cień. Każdy teatr to inny, interesujący czas w moim artystycznym życiu.

– Przez moment była pani producentką przedstawienia. To trudne zadanie?

To jedno z najtrudniejszych zadań w moim życiu, ale czasy dla teatrów i producentów są bardzo trudne. Była to komedia angielska Showbizz Petera Ouiltera. Przedstawienie komercyjne, a jednocześnie ambitne. To zadanie, jak wszystko, potraktowałam poważnie. Spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem, ale jak na obecnie funkcjonujący rynek było chyba zamierzeniem zbyt ambitnym. Była to bardzo ryzykowna inwestycja, ale w życiu trzeba ryzykować, więc nie żałuję, że się tego zadania podjęłam.

– Pani najnowszą kreacją aktorską jest monodram Cień, którego bohaterka Eurydyka jest postacią ze wszech miar tragiczną. Na czym polega jej tragizm?

Monodram Cień to adaptacja utworu Cienie. Eurydyka mówi noblistki Elfriede Jelinek. Odniesienie do postaci mitycznej daje mi szansę powrotu do źródeł w odkrywaniu i poszukiwaniu siebie. Eurydyka jest alter ego Bohaterki. W zderzeniu ze mną, kobietą dojrzałą, Eurydyka jest pełna nadziei, wiary w przyszłość i miłość. Rozdarta między tęsknotą do życia ziemskiego a koniecznością pozostania w Hadesie, krainie cieni.

– Eurydyka jest w cieniu swojego męża, nie może samodzielnie zaistnieć, spełnić się. Pani też jest w cieniu sławnego męża. Czy czuje się pani mimo to usatysfakcjonowana?

W utworze Jelinek to temat bardzo złożony, wręcz freudowski. Na dłuższą, odrębną rozmowę… Aktorzy zawsze mają większe oczekiwania od tego, co życie im przynosi. Czuję się aktorką i osobą spełnioną. Moje życie jest ciekawe i pełne nowych projektów. Staram się sama je kreować… i się ze sobą nie nudzę. Wszystkim tego życzę.

– Czy autorka noblistka przyleciała na premierę?

Elfriede Jelinek cierpi na agorafobię. Unika dużych skupisk ludzkich, nie bywa więc na swoich premierach i nie odbiera nagród osobiście. Przyjechała natomiast pani Elżbieta Manthey, która ma prawa do utworu i publicznie, po premierze, wyraziła się o spektaklu z dużym uznaniem, co mnie bardzo cieszy.

– Jak publiczność przyjmuje pani spektakl?

Słucha i ogląda w ogromnym skupieniu, a potem chce rozmawiać, ale nie od razu. Chce mieć chwilę na przemyślenie, obcowanie z trudnym tematem, lepiej zrozumieć, a potem wraca. Odbywam takie, często długie, telefoniczne rozmowy. Głównie dzwonią kobiety, które być może znajdują się w takim samym momencie życia jak ja. Mają potrzebę zatrzymania się na chwilę i przyjrzenia własnemu życiu. Temu z przeszłości i temu na przyszłość. Bardzo uważnie słuchają też młodzi. I chociaż wydaje się to elitarny spektakl, gram dla ciągle wypełnionej sali.

– Dość długo nie widzieliśmy pani w nowych rolach…

Był taki czas, że byłam bardzo skupiona na fotografii i zaangażowana w działania poza rodzimym teatrem. Podróżowałam także po świecie. Na pewno nie był to czas stracony.

– Chyba niełatwo jest wyreżyserować własny monodram, a pani się tego podjęła?

Bardzo się tego bałam. To trudny materiał, ale niewielką ma dla mnie wartość coś, co łatwo przychodzi. Długo pracowałam nad adaptacją. Na początku planowałam współpracę z reżyserem, ale z czasem zaczęłam być bardzo zazdrosna o swój związek z „Cieniem” i odstąpiłam od tego pomysłu. Podeszłam do tej pracy z ogromną pokorą i, mam nadzieję, z dystansem. Mam teraz z tej samodzielnej pracy ogromną satysfakcję. Świat Jelinek jest trudny i hermetyczny, ale przedzieranie się przez niego daje ogromną satysfakcję. Na początku odrzuca, irytuje, ale im dłużej się z nim obcuje, tym więcej się odkrywa. Jest to ciągłe zmaganie, ale jak to bywa w przypadku wielkiej literatury, dające ogromną radość i, mam wrażenie, nieskończoną przyjemność docierania do sensów.

– Zajmuje się też pani jogą, nurkowaniem i szusowaniem. Co ma pani jeszcze w planach?

Od jakiegoś czasu, poza innymi sportami, uprawiam nordic walking, który mi bardzo służy i pozwala odpoczywać. Ostatnio latałam balonem i to jest moja kolejna wielka pasja.

– Co na to wszystko mówi mąż?

Żebym fotografowała ptaki, które śpiewają w naszym ogrodzie. Kibicuje mi i naszemu synowi, który jest autorem świata dźwięków w monodramie Cień, w działaniach artystycznych.